Gdańsk - wakacje w czasie pandemii

 W styczniu postanowiłam pisać więcej, a już za chwilę zastał nas lockdown, brak możliwości wychodzenia z domu i masa obostrzeń. Czy przestałam w takim razie pisać? Odpowiedź brzmi: nie. :) Ale o tym, gdzie w tym czasie pisałam napiszę już niedługo. 

Zacznę może od tego dlaczego zdecydowałam się na wakacje w Polsce, przecież ceny wycieczek zagranicznych były w tym roku wyjątkowo atrakcyjne. Bilety na samolot, noclegi, wycieczki zorganizowane...wszystko to było w cenach, jakich dawno nie widzieliśmy.

Jednak zdecydowałam się na wypoczynek w kraju ze względu na obserwowanie bieżących wydarzeń i obawy, że lot zostanie odwołany lub kraj wprowadzi obowiązkowe testy na COVID albo co gorsza kwarantannę. Takie wakacje to dla mnie nie wypoczynek. Potrzebowałam większego pewniaka, dlatego padło na Gdańsk.

Którą plażę wybrać w Gdańsku?

Największą obawą, jaką miałam przed wyjazdem nad Bałtyk, były wszechobecne tłumy na plaży i towarzyszące im parawany. Muszę przyznać, że byłam mile zaskoczona już po pierwszej wizycie. Pomimo tego, że najbliższą plażą przy moim hotelu była plaża w Jelitkowie, zdecydowałam się na spacer deptakiem w kierunku Gdańsk Brzeźno i skorzystanie z jednego z wejść zlokalizowanych pomiędzy tymi najpopularniejszymi plażami. Miejsca było na prawdę dużo i co ciekawe, nie było tam prawie w ogóle parawanów.

Odkąd byłam dzieckiem, odwiedzając polskie wybrzeże, spacerowałam wzdłuż brzegu (tak, by fale obmywały mi stopy...czy jest ktoś kto tego nie lubi? :) ). Nie obyło się bez takiego spaceru i tym razem. Stąd wiem, że na tych popularniejszych plażach (a dokładniej tych z barami itp.), było zupełnie inaczej niż tam, gdzie ja plażowałam. Parawan przy parawanie i jeden wielki gwar. Typowy obraz znad Bałtyku pokazywany w mediach.

Dlatego polecam poszukiwanie takich miejsc, gdzie plaża jest dzika. Akurat w przypadku Trójmiasta nie trzeba się obawiać o toalety, nawet przy tych "dzikich" plażach poustawiane są Toy-Toye.

Jakie miejsca warto odwiedzić w Gdańsku?

Na wyjazd udałam się w celu odpoczynku i plażowania. Ale jednak nie potrafię usiedzieć ani uleżeć w jednym miejscu. Dlatego pozwiedzałam choć trochę.

Mam do polecenia w sumie 3 miejscówki:

Park Oliwski

Byłam zdziwiona, jak mało ludzi spaceruje w tym miejscu, w porównaniu np. z Polem Mokotowskim w Warszawie lub Łazienkami Królewskimi. W Parku Oliwskim było na prawdę cicho i spokojnie, a roślinność jest tam bardzo zadbana. 

Park Oliwski


Taras widokowy Oliwa

Taras widokowy Oliwa ulokowany jest na 32 wieżowca i rozciąga się z niego widok na panoramę miasta oraz na morze. Znajduje się tam również kawiarnia (polecam deser Creme Brulee) i restauracja (nic nie próbowałam, bo jadłam wcześniej w innym miejscu, ale o tym napiszę trochę dalej). Nad tarasem widokowym znajdują się na 33 piętrze jeszcze 2 restauracje. Wszystkie należą do jednego właściciela, ale różnią się rodzajem serwowanych dań i ceną (te wyżej są sporo droższe). Ogólnie polecam te miejscówki w godzinach zachodu słońca.

Wjazd na Taras jest płatny - 18 zł za bilet normalny. Bilety kupuje się na konkretny przedział godzinowy (jest to czas, w którym trzeba wjechać na Taras, później można tam siedzieć do woli). Jest kilka wariantów biletów, np. dla tych, którzy są zdecydowani zjeść coś w restauracji na 32 piętrze jest opcja biletu z konsumpcją. Szczegóły są na stronie. 

Z kolei do restauracji na 33 piętrze obowiązuje rezerwacja stolika.

Taras Widokowy Oliwa


Gdańskie Stare Miasto

To chyba standard, jeżeli chodzi o Gdańsk, że zwykle odwiedza się starówkę. Ale ja, choć w Gdańsku już byłam, dotarłam tam dopiero pierwszy raz. Starówka jest piękna, warto zobaczyć pomnik Posejdona. Niemniej nie przeznaczałabym na nią zbyt wiele czasu, ponieważ jest mocno zatłoczona. Chyba, że ktoś lubi spacery w tłumie. ;) Można wejść w jedną z bocznych alejek, ale ciężko jest tam o spokojne miejsce.

Stare Miasto w Gdańsku


A teraz przejdę do tego, co lubię najbardziej, czyli...

Co warto zjeść w Gdańsku?

Mój wyjazd nie trwał długo - raptem 3 dni, z czego jednego dnia trochę się zawiedliśmy. Dlatego polecę dwie miejscówki.

Mnie to Rybka

Mnie to Rybka zlokalizowane jest niedaleko molo w Brzeźnie. Ja skusiłam się na żeberka w sosie BBQ, do tego surówkę i frytki, w zestawie był też kawałek kukurydzy. Do tego zmówiłam wino rekomendowane w karcie do tego dania. Na deser spróbowałam tarty cytrynowej. A wszystko było wzbogacone o muzykę na żywo. Tego dnia, kiedy byłam w restauracji, był Pan grający na gitarze i śpiewający (Perfect, Dżem...generalnie klasyki), ale z tego, co mówił każdego dnia jest trochę inny klimat (m.in. klawisze). Fajne było to, że pytał ludzi co by chcieli usłyszeć i grał im to. Jak dla mnie poza bardzo dobrym jedzeniem, miejsce zasługuje na polecenie ze względu na klimat i obsługę. :)

Mnie to rybka


Pueblo

Pueblo to meksykańska restauracja, która znajduje się na gdańskiej starówce. To właśnie tu jadłam tego dnia, w którym odwiedziłam taras widokowy. Wzięłam meksykańskiego burgera (w tortilli) i drinka (nazwy nie pamiętam, ale był lekko kwaśny, co akurat pasowało do obiadu). Burger miał zaznaczony pierwszy poziom ostrości. I chociaż zdarza mi się jeść ostre potrawy (głównie pierożki z kimchi z restauracji Pełną Parą - polecam, jak dla mnie są pyszne!), to burgera musiałam jeść na raty, tak mnie paliło. :P Ale polecam, bo pomimo tego, zjadłam go całego z przyjemnością. Ostrzegam tylko, że jest ostro. Jeżeli ktoś nie lubi pikantnego jedzenia, niech lepiej wybierze potrawę, która nie jest oznaczona żadnym poziomem ostrości. Z tego, co wspominała kelnerka można też modyfikować poziom ostrości w każdym daniu z karty (dowiedziałam się o tym co prawda już po jedzeniu, ale nie żałuję :) ). 

Pueblo

A wy jaki kierunek wybraliście na te wakacje?


Popularne posty z tego bloga

Citybreak na plaży, czyli co zobaczyć w Barcelonie

Jak zaplanować wyjazd na "własną rękę" - wycieczka do Wiednia

Wrocław - gdzie warto zjeść i nie tylko